Nie lubię krupniku.

Weźcie idźcie w chuj z tym Wordpressem.

Wpisy z okresu: 4.2003

Całkowity, kompletny, zupełny, totalny, pełny, doskonały, idealny, niezmącony, niewzruszony… Spokój, nie wewnątrz szkoły dziś… gdzie indziej, zupełnie… boli, piecze dłoń… Twarz mniej bo jest bardziej wytrzymała! Wszystko przez kilka godzin na nasłonecznionej ławce… Zawody w chodzeniu po ruchomej huśtawce… Zawody we wrzucaniu paproszków do pępka, zawody w stukaniu bambusowym kijkiem w obręcz stalową… Zawody w… nie!!! Nie było zawodów obsypywania piaskiem… Liczymy dni? Dobrze, no to jeszcze: czwartek, piątek, sobota, niedziela, denny poniedziałek i… :) You know! Konkurs niestosownego ubioru… Zakonnica i grupa „ludziów”, kobieta na przystanku… pies na placu… Inny pies przy przystanku… Podejmij się wykonania salta w powietrzu… Polemika… Satelita… Wężowa skóra… wężowy język… Sztuczne imieniny, ale miłe… heh.. koniec notki…

Ja wiem…

2 komentarzy

„Ty wiesz, że ja wiem, że on wie, ale jeśli chcesz mogę udawać, że wierzę iż nie wie, ale wiem, że wie…” Jeśli się uda będzie dobrze.. tak na marginesie ten cytat był tak ogólnie… Jesli się to uda, jeśli wszystko wypali będzie wspaniale… mam ufność po temu… Wolę mówić w ten sposób… Co z tym „zewnątrz”? Tam mówią, że MIEJSCAMI BYWAM DZIWNY, to na co mi takie „zewnątrz” inne jest takie, że mam lepszy pomysł, ale on zależy od dwóch albo i trzech rzeczy… Jeśliby każda z nich się spełniła doszłoby do ziszczenia tej mej prostej acz genialnej:) myśli… Humor: nie wiem, nienaganny, ale tesh nie jest to nic takiego jak w sobotni wieczór… dziwaczne… dziwaczne… dziwne.. dziwność… cudowność… czarowność… nielekkowobytość… piękne słowo, prawda? Już wiem… Nie wiem… wiem… nie wiem… dobra, wiem… padnie pytanie: „.. …..?” wiem to!!! Po prostu… jedno mi się nie podoba… że… że, że, że… czy nie masz wrażenia, że… że… 29 kwietnia… że 29 kwietnia – pozostaje niewiele czasu do końca kwiaciarnianego miecha… miech kwiaciarniany… Martwi mnie…##### hasze mnie martwią.. i listowie w sitowiu będącym skrytym w listowiu skryte… Cudo… Obiad… kolejny ssak utracił życie…

Jestem wśród ścian sali lekcyjnej… Naprawiłem nieco to wszystko wewnątrz tej oto krainy! Nie jest brzydko na zewnątrz! A wolę świat swój jednako wewnątrz… tam jest cudownie bo nie ma umysłu… koniec notki!

Wstała niedziela! Nie, już nie jest mi smutno tak jak wczoraj! Teraz troszke mi weselej:) Ucieszyło mnie coś wczoraj mocno! Dzisiejszy dzień zapowiada się sam w sobie dosyć nudno, bo ojciec zechce zabrać komputer, Fleczer siedzi w muzyku, a Karolina zapadła się jak kamień w wodę… A ojciec ma jakąś obsesję, bez kitu! Ile można coś robić.. on prawie od dwóch miesięcy ma jakąś robote i siedzi… siedzi… siedzi! A ja miałem kończyć stronę swą o sztuce… Ale nie chce mi się specjalnie:) Dobrze, koniec notki bo i tak nie ma o czym skrobać cyfrowych „literków”!

Zabrano smak temu co jem i piję… Zabrano mi sen spokojny i powolne bicie serca… „Zabrano” jest bezosobową formą czasownika… to celowe… Jakież to proste… Róże również więdną w jeden dzień… Piękne, urokliwe, a giną i nikt nie pamięta… A ja tak mocno pamiętam i tak… Szumienie! Dlaczego wszystko umiera? Dlaczego pustka mnie wypełnia i wyżera od środka… Szoruję się od środka… Zaschnięte resztki piękna… Au revoir!

189.jpg

Smutno… szkoda i smutno i szkoda… I dziwnie bo dziwnie i nie powiem czemu… nie ma dżemu… grrr.. smutno i niewesoło.. pomyśl dlaczego i co mnie boli… serducho mnie boli jak tak słyszę i czytam… niemiłe to jest… bardzo mocno nie miłe… smutno mi i niewesoło.. niemiłe to jest… niemiłe… smutno mi… i wcale wesoło nie jest mi.. smutno… rozumiesz.. bardzo mocno mi smutno i nie pamiętam jush dawno że było mi tak smutno jak teraz… to boli.. serducho boli niemiłosiernie… smutno mi i niewesoło… Smuuuuuuutnooooooooooooooooo…. Smuuuuutnooooooooooooooooooo…. (SMS przyszedł – chwila przerwy) Odpisano.. Jeszcze weselej normalnie.. super dzień… aż na język cisną się bluzgi pod adresem nicości.. bo nie ma nikogo innego… Smutno mi i niewesoło… Powtarzam się.. być może… nieważne jush.. Dobra idę bo znowu mam odruchy wymiotne…

Niczego…

1 komentarz

Co mi dyktuje moja podświadomość..? Dziwnota… dziwność.. udziwnienie… Są tu ze mną i wokół… Co mi dyktuje moja podświadomość..? Czemu te słowa są niezgodne obok siebie… Złorzeczenie! A tak właściwie.. to przecież w gruncie rzeczy jestem wesoły dziś… Dziś świeci słońce, dziś mam różowe okulary, dzięki którym mogę oglądać świat w kolorowszych barwach… Skorpiony… Potworne skorpiony… Lubie skorpiony… Pająki lubię! Pająk ma osiem nóg… a dziecię powiedziałoby może: „nogów” Co brzmi ładniej? Z drugiej strony, jeśli takowa istnieje nie ma możliwości by ujrzała światło słoneczne! Mętlik… Mętlik nad mętlikami i nicość.. pogodzić mętlik nicości z mętlikiem jakotakim, bo przecież cokolwiek musi tworzyć ten nasz mętlik! I takim sposobem doszliśmy do końca notatki…

Pierwsza rozmowa telefoniczna… Pierwsze żywe słowa… Niczym tchnienie wiosny, które przez chwilę kołysało całym naszym wspólnym światem! Koniec jednak, jak sądzę, był miły i cieszę się, że tak się stało… Napisałbym coś jeszcze, ale powstrzymam się, bo… bo po prostu się powstrzymam! Późno już… Za chwilę zacznie się film, który chcę obejrzeć – lubie takiego rodzaju kino! Idę zatem… Sweet dreams!

„Uwierz wreszcie w to o czym nigdy chyba nie wiedziałaś, że naprawdę i na moje nieszczęście, nie jestem taki jak inni ludzie!” – Pisał w liście do matki Charles Baudelaire. Zapewne nie był, bo zwyczajni nie tworzą tak wielkiej poezji, czyż nie? Już mieli Państwo okazję przeczytać jeden z jego wierszy na mym blogu… Teraz zaś pokazać Wam następny utwór, który równie mnie fascynuje…

Albatros

Czasami dla zabawy uda się załodze
Pochwycić albatrosa, co śladem okrętu
Polatuje, bezwiednie towarzysząc w drodze,
Która wiedzie przez fale gorzkiego odmętu.

Ptaki dalekolotne, albatrosy białe,
Osaczone, niezdarne, zhańbione głęboko,
Opuszczają bezradnie swe skrzydła wspaniałe
I jak wiosła zbyt ciężkie po pokładzie wloką

O jakiż jesteś marny, jaki szpetny z bliska,
Ty, niegdyś piękny w locie, wysoko, daleko!
Ktoś ci fajką w dziób stuka, ktoś dla pośmiewiska
Przedrzeźnia twe podrygi, skrzydlaty kaleko!

Poeta jest podobny księciu na obłoku,
Który brata się z burzą, a szydzi z łucznika;
Lecz spędzony na ziemię i szczuty co kroku
Wiecznie się o swe skrzydła olbrzymie potyka.

Dziwnie brzmię powiadasz… Cóż, może to i racja, ale co ja poradzę!? Nie zmienię tego co we mnie siedzi w tej chwili! Smutno mi i teraz to mnie boli serce! Kręci mi się mózg wewnątrz czaszki i ogólnie… Samo szumienie! Złowrogie szumienie… i jeszcze… Puszcza! Słowiki! Dłonie… Ah, cóż żem uczynił, że niepokój czuję! Au revoir! Szalony szaleniec oszalał!!!

I brak mi już tchu i brak miejsca na śmiech… Moje serce jest wyżerane przez demoniczne stwory, które wypełzły z czeluści piekła by żywić się ludzkim mięsem! A ześlijże Panie wyzwoleńczą śmierć i niech nigdy już nie łzawią moje zielonkawe oczy…

199.jpg

  • RSS