Nie lubię krupniku.

Weźcie idźcie w chuj z tym Wordpressem.

Wpisy z okresu: 6.2003

A.

10 komentarzy

Znowu Cię widziałem, Abigail! Jednak tyle dobrego, że nie spojrzałem ani nawet nie musiałem patrzeć Ci w oczy! I coś jeszcze? No, oprócz tego, że nóżki zrobiły się jak z waty i pojawiła się tradycyjna mgiełka przed oczami to nic! Ale do tego jush przywykłem! W końcu przez dwa lata można się przyzwyczaić, prawda? Ciesze się że już mam spokój! A może wcale nie mam? E tam! Mam spokój i już!

Co po za tym? W sobote jedziemy do Zwierzyńca! Będzie melanż:)) Na tydzień! Dobra więcej nie powiem…. hyhy…

(…)And She wrote: „I see You now :P” – That was singular, not plural! So, I’m invisible… Invisible! Fuck, fuck, fuck… I’m Libresse Invisible!

I nigdy się nie wycofasz… I nigdy nie spoczniesz! A przecież nie Tobie ona… i cóż chciałbyś w niej ujrzeć? Albo inaczej? Cóż widzisz? Coś widzisz, przecież, prawda? Inaczej nie wpadł byś w to miejsce w ten guf… guf! Zaniedobry… tak.. tak miało zostać napisane! I jeszcze jedno chce powiedzieć, że wszystko jest w porządku, no bo jakby że nie! Tzn. jakże by nie! Po prostu czasem mieszają mi się mysli.. ze sobą, jedna z drugą, trzecią, czwartą i następnymi! I wciąż nie mogę dokończyć wiersza – choć nowe na głowę mi się jush cisną! Pomóż mi Vanil! Lub… Muzo natchniuzo… – tako opisał pan Miron! Namuzowywanie! Ale to nic nie zmienia! Bo gdzieś tam w mroku nie żyję lub póki co umieram….[poszedł napić się niezdrowej koli] Wróciłem… Nocy, wszak tyś piękniejszą jest aniżeli dzień! Otul swoim płaszczem swe płaczące dzieci! Au revoir!

I oto tak się stało, że już mamy wakacje… Cieszysz się? Bo w sumie dla mnie nie ma to takiego znaczenia – i tak nigdy nic nie robie! Dobrze o tyle, że bezsensownego stresu nie będzie, nie? Wcześnie jest – nawet śniadania nie zjadłem i przychodze tu, cholera wie po co;) Humor? Na plus! Plany na dzień? No na minus – nie znosze tych katolickich świąt – będą znowu łazić wokół osiedla, śpiewać jakieś smutne pieśni i czytać (tu jest plus) jakieś mądre cytaty z Biblii. Ale nie mam ochoty przełazić dwóch czy trzech godzin w tłumie jakichś zakłamanych ludzi! Chyba mnie rozumiesz, prawda? Swoją drogą to dawno mnie tutaj nie było – fakt, nie pojawiam się, tak samo jak nie pojawiają się komentarze! Cóż….. Na pożegnanie! Evviva l’arte!!!

O przyjdź, jesienią -
Wdziej szatę lekką, białą, zwiewną,
pajęczą;
Rzuć na hebanowe swoje włosy
perły rosy,
Lśniące zimnych barw
tęczą.

O przyjdź, jesienią -
Owiana skargą tęskną, rzewną
żurawi,
W dal płynących szarą niebios tonią,
tchnącą wonią
Kwiatów, które mróz
krwawi.

O przyjdź, jesienią -
W chwilę zmierzchu senną, niepewną -
i dłonie
Swe przejrzyste, miękkie, woniejące
na cierpiące
Połóż mi skronie
o Śmierci!…

Ja już wiem… już wiem… już nie jesteśmy… Tak jak ja już nie jestem, a może nigdy nie byłem! Pewnie Ty też już nie jesteś! Nie jesteśmy alkoholami… Nie jesteśmy już absyntami…

Gdzieś wewnątrz, wewnątrz mnie żyjesz
Gdzieś tam w mej duszy, tam…
Gdzieś dzwonisz, tupiesz i bijesz
Gdzieś tam we mnie, gdzieś tam…

Ujrzałem jak krew ściekała z naszych splecionych dłoni… Widziałem Śmierć jak cieszyła usta… Oblizywała wargi… A potem czarny kruk wyżerał Ci wątrobę… Krzyczałaś w niebo wznosząc ręce… A łzy spływały po Twojej twarzy… I Śmierć ciesząca się dziko… Szczerząca zębiska… I krew była.. i kruk… i krzyki, płacze, jęki… I Śmierć ciesząca się dziko… Śmierć dzika… Nie umieraj… Błagam Cię zostań jeszcze jeden wieczór… NIE UMIERAJ… Błagam… Pozostań ze mną……………

Umarła…

Smierc_Ellenai_I.jpg

Help me Vanil! They came back! Wiecznie samotni! Okropne dni… co za beznadziejność! Puste chwile! W ciszy uśpione… Nadzieja ukołysana, a ch** z nadzieją! Beznadzieja… szaleństwo! I kurewsko znowu będą się pytać… To ja odpowiadam! „NIC” Może być? Gniew! Panie Lulabajowaty…CHUJ CI W DUPĘ! I na cóż Ci język by kaleczyć powietrze wulgarnymi wyziewami? Śmierć! Życie! Wyjdźmy na zewnątrz! Męczysz mnie… Ty mnie tesh! Męczymy się! Super… NIC!

Nieprawda, że prawda bywa nieprawdą, bo tylko nieprawda może być nią samą! A ten obraz poniżej… lubię go, jest taki tajemniczy, magiczny jak niegdysiejsza pani w szkolnym sklepiku! „Wszystkim byłoby lepiej…” Ciekawe czy była psychicznie upośledzona? Może…
Podobają mi się te konary drzewa przeplatające swe palce między oknami tej niemej budowli… Ciekawe jakże daleko biegnie ten płot mizerny u podnuża wzniosłości(?) Kancerują się głośniki w tym komputerze! Ojciec powrócił z Katowic! A w czwartek strzelałem pociskami do tarczy! Celność nie była naganna, ale mogła być lepsza! Skupienie za to pełny serwis! W ludzkie serce z odległości 25 metrów trafiłbym bez problemu… nawet w oko… Te głośniki skrzekajom… humor: better… A teraz ciemności więc idę spać! Lubie ciemności i spać no tak… Lulabajowość! Sceny z życia cyganerii! I Henri Murger dla nieuświadomionych!

zdzislaw_beksinski_109.jpg


  • RSS