Nie lubię krupniku.

Weźcie idźcie w chuj z tym Wordpressem.

Wpisy z okresu: 12.2003

…a może mnie nie ma?
…a może pójść na spacer?
…a może udawać pieska?
…a może zachorować?
…a może zmysły stracić?
…a może ucichnąć na zawsze?
…a może się pośmiać?
…a może się udławić?
łzami…
…a może jeszcze inne „a może”?
…a może zbić lustro?
…a może co tylko przyjdzie mi
do głowy?
…a może gonitwa?
może browarek?
może papieroska?
może jeszcze inne „może”?

a może pójść sobie w świat?

Hmm…

5 komentarzy

…a może wezmę sobie małego gwoździka, takiego powiedzmy: dwa cale i włoże sobie go najpierw do jednego ucha, potem do drugiego! Przebije sobie bębenki, troche poleci krwi czy jak to się mówi… potem będzie cisza – może i nie taka sama, jak ta która teraz doprowadza mnie do szału, ale cisza i przynajmniej przywyknę do ciszy i milczenia, będzie mi łatwiej z myślą że nie ma innego wyjścia… dobry pomysł?

Coś dziwnego obserwuję w sobie od pewnego czasu, trochę mnie to martwi… Nie wiem czemu dzieje się to tak często? Może za mało sypiam, a może w ogóle niepotrzebnie aż do tak późnych godzin… może niepotrzebnie w dzień! Kiedyś, owszem… zdarzało się to, ale częstotliwośc nie była aż tak zastanawiająca. Teraz jednak spotykam się z tym kilka razy w tygodniu – po głębszym zastanowieniu się, wiem jak było, co było, co się działo – jednak nigdy nie mam 100% pewności i to mnie właśnie trapi… Nie napiszę nic więcej jak narazie, na ten temat!

Mówią mi „Chociaż na chwilę zapomnij! Wróci!”. Zastanawiam się, no myśle sobie, że racja… ale bez przesady – zapomnieć oddychać? Że racja to wiem, że wrócisz… za 9 dni bez połowy – z tym trudno się nie zgodzić, i bardzo dobrze! Ale żebym miał zapomnieć… chociaż na chwile? Mnie drażni nawet ten napis na ekraniku telefonu – „Milczy” Przypomina mi się jeden wiersz księdza Twardowskiego – zaczynał się słowami: „Telefon milczy…” I pamiętam muzykę jaka wtedy leciała, to było „Preludium e-moll” Chopina… I mój telefon też głównie milczy!!! Ale ktoś mi niedawno napisał – „musisz to przespać, przeczekać, przeczekać”, no właśnie i pani Nosowska ma rację, ale dziś nie mogłem spać! Znowu byłem zły, że to co śniłem to był sen – śniłem, że wracasz… że wcześniej, że nie wiem czemu – ale wcześniej i… no wcześniej!!! Czy teraz zamierzam dodawać dwie notki dziennie? Sam nie wiem – być może, bo to daje upust mym odczuciom… co by mnie nie przytłoczyły! 13 godzina, przespałbym się!!!

Pierwszy raz – kolejny miesiąc upływa bez Ciebie! Wcale mi się to nie podoba, wiesz? Ale obiecałem codziennie dzwonić… niezależnie od tego czy będzie się to podobało Tobie, mojej matce czy komukolwiek – dzwonił będę ilekroć będę mógł, każdego dnia – aż wrócisz!!! Pewnie powinienem Ci pogratulować… Myślisz, że powinienem? Sama to oceń… Cieszę się, że mogę na nas patrzeć… Cholera, jakże mocno się cieszę!!! I jeszcze chciałbym się cieszyć z tego, że dzisiaj Cię zobacze! Że się do mnie uśmiechniesz! Ale nie zobaczę Cię ani dziś, ani jutro… ani dziś, ani jutro się do mnie nie uśmiechniesz… Ale wierzę, że jeszcze kiedyś to zrobisz… Lubię… I chyba ogarnia mnie jakiś obłęd, sam nie wiem… i znowu nadużywam wielokropków! Wszyscy sobie poszli, też mi samotnie… Ty chyba śpisz – ja jeszcze nie, jest 0:13 – może na mnie już pora… chyba sobie pójde… ten blog robi się nudny!

Mimo, że niczym nieprzedzielony, no bo i po co? Tak, przecież śpię długo tylko po to by zabić ten cały, cholerny pusty czas bez Ciebie! To ta diabelna chęć wyrzucenia z siebie tego co sprawia mi ból – głowy, brzucha, oczu, uszu, nosa, krtani, serca… No ale lepsza jest cisza! Cisza, cisza, cisza, cisza, cisza… Zwalająca się na głowę rodzinka, dziecię wypowiadające zdania do przodu i do tyłu… Dwa wielokropki – robię postępy, prawda? Dziewięciokrotnie cichsza cisza! Dobrze!!! Będe uśmiechał sie do siebie samego – zupełnie jak jakiś wariat! „To by się zgadzało…” Godzina 14:28 – mówię dobranoc!!!

Godzina 16:05 – czasem mam wrażenie, że kiedyś weszło we mnie takie wijące coś, jak larwa jakaś albo wąż… Weszło dziurką od nosa, wijąc się i wijąc wpełzło do mózgu… Tam zaś, drążąc korytarze zbierało takie małe literki-kwiaty! Literka Z, rozmarzona, obierająca ziemniaki… Literka A, oglądająca album ze zdjęciami z Alp! Literka U, ukłądająca jakieś zamazane, powykrzywiane układanki… Literka F, wkładająca flamastry do foliowego woreczka! Literka A – siostra tej pierwszej, ilustrująca artykuł do Angory… jeszcze inna literka N, nic nierobiąca!!! Literka I, szukająca igły w stogu siana… I taka jedna, mała samotna literka E, obdarzona uczuciami empatii! Zbierało to wijące się coś te moje kochane literki… a potem wyszło przez gardło jak glista ludzka… i powiło się gdzieś w siną dal… Takie czasem mam wrażenie… To chore – wiem!

Chyba nie jest tak źle… Wczoraj tylko gwiazd na niebie nie widziałem – tak bardzo zasłane chmurami było… Nad miastem unosiła się złowieszcza łuna… Widziałem to jadąc z daleka około godziny 0:00! „I była zgroza nagłych cisz!” – jak to pisał Leśmian… Powiedziano mi też iż chodzę jak naćpany, że nie wiem gdzie się znajduję… Prawda to? Bo sam już nie wiem… Zapytano czy uschnę do końca tego roku i cztery dni dłużej… Uschnę? Sam już nie wiem! Wolę tego dożyć prawde mówiąc!!! Bardzo, bardzo wolę! I albo mi się tylko wydaje… albo zaczynam chodzić po krawędzi! A to dopiero drugi dzień! Dopiero drugi dzień… Nawet nie mam ochoty z nikim rozmawiać… Tzn. może i miałbym, ale i tak cisza… dwie cisze naraz… ponad moje siły i ciągle stawiam wielokropki! Chciałbym teraz zasnąć, ciepłym snem i zbudzić się na samym końcu tego cholernego, pustego czasu! To tak trudno przekazać. Utrudniony kontakt z rzeczywistością. Taka nierzeczywista mi się wydaje! Taka zimna… taka…

Wigilia

Brak komentarzy

Najpierw tak sobie pomyślałem, iż ciekawi mnie ile osób, prowadzących bloga, umieściło w dzisiejszych bądź wczorajszych notkach kilka słów o świętach – no bo jakby nie patrzeć – zaczynają się święta! Powinienem wszystkim złożyć życzenia – zdrowia, pieniędzy, szczęścia, spełnienia marzeń! No dobrze… ale sami nawzajem niemal wszyscy sobie tego życzycie! Ja chciałem tylko życzyć wszystkim, aby pamiętali, że inni ludzie mają serca… Sobie samemu również tego życze, bo niestety – czasem o tym zapominam! No i jak widać w tytule notki i po dacie pod spodem – dziś Wigilia! Przez najbliższe dni pewnie będe się tutaj pojawiał, bo nie wiem czy czeka mnie coś lepszego! Niestety… Można powiedzieć, że półjestem, czy raczej półbędę – od jutra! A teraz przydałoby się uprasowac koszule… Tak, prasowanie! Lepsze to niż odkurzanie (nie licząc odkurzania powietrza!) Miłego wieczoru!

Burzę świat! Niszczę bloki, domki jednorodzinne, fontanny, murki, sklepy, piramidy, sfinksa, wieżę Eiffla – po prostu wszystko! Równam z ziemią to co spotkam po drodze… Potem wyobrażam sobie, że wszystko to co zepsułem to były roślinki… Potem chwila wyrzutów sumienia – bo roślinki tez żyją i czują! No i słońce zgasło! Aj tam – widać poszły bezpieczniki, pan Henio się tym zajmie – później! Chmurki sobie poszły! Zaraz zagotuję wodę w czajniku i powstaną nowe! Wiatru nie ma! A to dobrze, bo ja wcale a wcale go nie lubię… No ale zaraz – przecież zburzyłem cały świat!!! To znaczy te roślinki! Dobrze, juz otarłem łzy, czas to naprawić! Ale tu sam piasek leży – z czego tu budować? No nic… spróbuję słowami prosto z serca! No takie to (ja wiem) mizerne nasionka, ale zawsze coś! Czas płynie, płynie, płynie… Zastrzyki nowe! Widać reklamy w telewizji, że jakieś nowe zastrzyki! To jakiś narkotyk? Nie – mówią, że nie powoduje skutków ubocznych, ale tak się zawsze mówi! Tak czy tak ludzie to kupują… A ja buduje im nowe domki – same jednorodzinne, bo wadą bloków jest to, że czuć przez nozdrza jak sąsiad gotuje kapustę! Więc ja tworzę same domki jednorodzinne!! Powtarzam się? Być może, ale przeciez potrzeba dużo domków! No dobrze – domki są, teraz sklepy… kolorowe półki w sklepach muszą być i szyby kolorowe – broń Panie Boże przezroczyste – komu jak komu, ale Charlesowi by się to nie spodobało! I półki wypełnione dobrobytem i do tego magiczne! Takie, że hurtownie nie będą nam już potrzebne i nikt nie będzie głodował! Samochodziki? Chcecie to sami sobie róbcie, ale pamiętajcie że powietrze odkurzałem! Całą ubiegłą sobotę!!! No i teraz te prawdziwe roślinki… drzewka – klonu, brzozy, wierzby niepłaczącej, lipy i wszystkich innych… kwiatuszki – róże, tulipany, fiołki, stokrotki i pozostale… Wszystkie z uśmiechami na ustach! Krzewy… leszczynę, kalinę… porzeczki! I winna latorośl na każdej ścianie wszystkich domów! I mam jeszcze inne nasionka! Takie zupełnie inne! Góry, nowe piramidy, sfikns etc. Teraz idę gotować wodę,a pan – panie Heniu! Słoneczko prosze włączyć! Coraz wyraźniej widać ten… Słowem – nowy świat! Tylko troszke inny – z odkurzonym powietrzem i słońcem na bezpiecznik! JAK BĘDZIECIE NIEGRZECZNI TO WYŁĄCZE! NIE BIĆ SIĘ, NIE WARIOWAĆ! KOCHAĆ MOTYLE, LUDZI I ROŚLINKI! Teraz idę odpoczywać… podłączcie mi tylko kablówkę!

pajacyk2.gif



Ja wiem, że kolorystycznie wcale to tutaj nie pasuje… no i musiałem to nieco zwęzić bo by się nie zmieściło – ale chyba nie wygląd jest najważniejszy, prawda? Klikajcie na to, niech komuś to dopomoże… No i chciałbym się podzielić jednym spostrzeżeniem… Wczoraj zaobserwowałem… a może przed wczoraj… Tak, w sobote – zobaczyłem dwie dziewczyny – wolontariuszki zbierające pieniądze na Hospicjum im. Małego Księcia. Przechadzały sie deptakiem, z puszkami w dłoniach… „Na biedne dzieci!”, „Na biedne dzieci!” A obok… niemal pod samymi ich stopami, na brudnym chodniku, w czarnej ortalionowej, zniszczonej kurtce, ze smutnymi oczkami siedział mały chłopiec – rumuńskie dziecko! Przed nim stała mała miseczka, w niej zaś drobne nominały – może ze złotówka tam była! Ciekawe kiedy ostatni raz jadł ciepły posiłek… Może i ja czegoś tutaj nie rozumiem, ale troche mi sie ta cała sytuacja wydała dziwna… tzn. nie… nie wiem jak ją nazwać! Dzieci w Hospicjum to dzieci w Hospicjum, a mały obcokrajowiec to mały obcokrajowiec! Ale zastanawia mnie potencjalny przechodzeń… nawet ja sam siebie zastanawiam – czy gdybym miał wtedy drobne, to… czy wolałbym wrzucić tym laskom od Hospicjum czy temu małemu chłopcu? Ja oczywiście nie utrzymuje, że te dzieci tam cierpią mniej niż on… inna rzecz mnie zastanawia – ile procent tych zebranych funduszy zostanie przeznaczonych na to na co oficjalnie się je zbiera… No i ta cała sprawa… mało nie podepczą dziecka, zbierając na biedne dzieci… komedia? Moje nierozumienie świata i zasad? Czy niby co innego? Nie widziały go nawet… czy on inaczej czuje cierpienie? Inaczej głód? Inaczej ból? Sam już nic nie rozumiem… może jestem głupi i mało wiem o rzeczywistości, ale jezeli jest taka jaką do tej pory widziałem – to wolę nie wiedzieć nic! Dobrej nocy!


  • RSS