Nie lubię krupniku.

Weźcie idźcie w chuj z tym Wordpressem.

Wpisy z okresu: 3.2004

Ze mnie to trochę jest taka ofiara losu i taka łajza nieco;) Mam tyle szczęścia w życiu, jest przy mnie tak cudowna osoba, a ja jakieś tu kurde doły miewam – no paranoja! Powinno mnie coś wziąć gumowym młoteczkiem %#$^#$^% w czachę i luzik byłby! Cieszyć się życiem Discort! Cieszyć się! I… nie spać! Zwiedzać… I znowu same wykrzykniki i wielokropki;) Pozdrawiam wszystkich i mówie, że humor tego wieczoru: dobry!

Ciach, ciach… odciąłem sobie mały palec u lewej ręki. I chuj Was to obchodzi! Nie powiem dlaczego!!!

A kocham tylko jedną osobę!
Kocham tylko jedną osobę!
Tylko jedną osobę!
Jedną osobę!

Cała reszta to zły sen…

Obawiam się, że w wyniku mojego obecnego humoru, który niestety nie należy do najlepszych, z pewnych względów… Że co? Dobra nieważne! Ale ta notka nie będzie szczególnie wesoła. Właściwie to głęboko zastanawiam się nad zawieszeniem mej blogowej działalności. Właściwie to, w tym momencie zastanawiam się nad samym sobą! Zastanawiam sie co czują te biedne karpie w leklerku, te biedne karpie licznie umieszczone, zniewolone w pojemiku 150x150x60, z tak niewielką ilością tlenu..? Zastanawiam się co czuje kobieta sprzedająca kwiaty pod Bramą Krakowską, kobieta o której juz kiedyś tutaj pisałem!? I myślę sobie, że chyba jestem złym człowiekiem, albo chodziaż pół złym, pół dobrym… Ale właśnie Jej chciałbym dać całą tą swoją dobroć. Minęło dziś 7 miesięcy… 7 miesięcy mojego najwspanialszego szczęścia! Chciałem podziękować mojemu Kwiatuszkowi za to, że jest ze mną, że ze mną wytrzymuje! Bo to chyba niełatwe, prawda? Przedobrze:*

;)

7 komentarzy

nie chce mi się pisać tej notki!
wiosna Bejbe! Wiooosna!

Dziwnie boli mnie serce, dziwnie nie wiem zupełnie niemal, gdzie się znajduję i czy jestem tu czy też gdzieś indziej niż rzeczywistość? Wypełnia mnie jakiś nieuzasadniony lęk, jakaś bojaźń! Towarzyszą mi ciemne myśli… Najbardziej pośród tego wszystkiego boję się, że Cię stracę! Zaraz po tym, strach o siebie samego – czy ja czasem nie tracę zmysłów? Czuję się jakby krew jakaś spływała z mych dłoni… Boli mnie głowa, serce – pisałem! Chyba choruję, tak sądze – no bo przecież mam podniesioną temperaturę ciała. Mój umysł spowił mrok niepewności. I ten chłód prawie bezbolesny, jednak jak gwóźdź wbijany między żebra. Chyba chcę skoczyć w morskie ślepia zalazłe ropą! Czuję się fragmentem boskiej śliny, wyplutej na ociekający galaretowatym ochłapem bruk. Czuję się cierpieniem tysięcy rynsztoków i pustą puszką po zepsutym mięsie! Czuję się – to chyba znaczy, że żyję. To dobrze! I jedyne czego chcę do samego końca, to być z Tobą!

Człowiek budzi się rano, w nienagannym nastroju, gotowy przeżyć dzień w formie uśmiechniętej. Wstaje dość lekko, myje się, ubiera, je śniadanie po czym wychodzi z domu. Na wejściu niemal dowiaduje się, że koleżanka z klasy nie żyje. Że wpadła pod samochód i po przewiezieniu do szpitala umarła w kilka godzin później. Nie dociera to do niego, nie wierzy! „Ona nie żyje! Ona nie żyje!” – powtarza sobie w myślach, zupełnie niezależnie od siebie. Jednak wciąż brzmi to tak niepewnie. Staje pod ścianą, rozgląda się przyglądając wszystkim wokół – tym których również ta tragedia wybiła z naturalnego trwania w codzienności. Patrzy – z jednej strony widzi dwie przytulone do siebie, płaczące koleżanki… Obok nich trzecia sama, skulona pod ścianą z oczami pełnymi łez. Vis a vis nich, pod oknem inne dwie znajome, wtulone w siebie, drżące, szlochające… Faceci stojący przy szkolnym murze, z głowami spuszczonymi, z grobowymi wyrazami twarzy. Tak smutny, potworny widok. Odeszła niewinna osoba – młoda, inteligentna, posiadająca wiele planów na przyszłość… Tak skrajne uczucia rodzą się w sercach. Złość – dlaczego tyleż niesprawiedliwości? Tak wiele ścierwa snuje się po mrocznych ulicach miasta, zadając ból i cierpienie innym – ich nikt nie uśmierca, oni stapają po ziemskim padole do późnej starości! A ginie nikomu nie wadząca dziewczyna, zawsze wesoła, gotowa do żartów, z niebanalnym poczuciem humoru, otwarta na różnych ludzi! Z drugiej strony gdzieś pobrzmiewa niewysłowiony smutek – silne poczucie bezradności, słabości i beznadziei… Jak niewiele znaczymy, jak łatwo odchodzimy, zostawiając wszystko, jak mało możemy… Myślimy również nad odpowiedzią na postawione dawno pytanie: „czy to ma sens?” I chyba zaczynamy tracić wiarę… Uświadamiamy sobie, że być może jesteśmy jak zwierzęta, tylko nieco bardziej rozwinięte. Ale tak samo umieramy i niczego dalej nie ma. Jednak by mimo wszystko żyć, wymyśliliśmy sobie tylko jakieś życie po życiu i jakoś trzymamy się tej wiary… jakoś! A w chwilach takich jak ta, to wszystko wydaje się tak płytkie – cała ta rzekoma głębia, wydaje się być tak niewielka, tak przejrzysta i prosta. Myślę jednak, że sam chciałbym spojrzeć na to inaczej. I wciaż trwać przy założeniu, iż sztuką jest z każdego dnia, czynić dzień wyjątkowy! Każdy dzień przeżywać inaczej, cieszyć się życiem i chwytać piękne chwile. Robić to czego się pragnie i do tego dążyć – jak najszybciej! Bo chwilę potem, może być za późno… „Śpieszmy się kochać ludzi! Tak szybko odchodzą…”

Żegnaj Iwona! Pozostaniesz w mojej pamięci [']

Zastanowiło mnie coś, co może nie jest aż takie dziwne, ale zauważyłem pewną zmianę – wcale niekoniecznie na lepsze; Ale nie podzielę się swoim spostrzeżeniem. Odkryłem też prawidłowość, że ludzie pochodzenia skandynawskiego, tudzież inni – chodzi mi po prostu o Finów, Węgrów, Estończyków – tych władających językami z rzędu ugrofińskich – dość dobrze przyswajają sobie nasz polski akcent, a ich wymowa jest na tyle dobra, że niejednokrotnie nie można odróżnić takiego osobnika od rodowitego Polaka! No ale kogo to obchodzi, przecież głód i chore dzieci!!! Uzmysłowiłem sobie, że z jakiegoś powodu jestem teraz smutny, ale nikt nie spyta o tej porze – co mogłoby mi poprawić humor. O tej porze się śpi albo przynajmniej odmawia modlitwę lub ogląda telewizję. Pomyślałem, że poznawanie piękna badawczo to bezsens i beznadzieja! Ale jakie ma to teraz znaczenie? Chyba powinienem skończyć notkę, ale ciągle w głowie gra mi pytanie „dlaczego?” Bo może to zbieg okoliczności, który swoimi wyczulonymi na nieistniejące sytuacje oczkami, rychle wypatrzyłem? Może zbieg okoliczności? A może zbieg z Serduszka, który do Niego wracać ani trochę nie chce? A może przypadek? Taki z rodzaju: mianownik, dopełniacz, celownik etc.? Eee, chyba nie! Kogo to o tej porze obchodzi? Kogo to w ogóle obchodzi? No ale, idę sobie… dobranoc, wybiła północ…
północ
pół

Na myśl o tegorocznych wakacjach, o tym jakie mogą być wspaniałe, przechodzi mnie dreszcz psychicznej rozkoszy. Wewnątrz mego umysłu snuję nieskończone wyobrażenia o dniach ciepłych, pogodnych, o dniach przy Tobie. Wymyślam tuziny planów, kreuję sytuacje. Myśl o pięknej pogodzie napawa mnie ochotą do robienia różnych niecodziennych rzeczy! Do krzyczenia na ulicy, jak mocno jestem szczęśliwy, do rozmawiania z kroplami wody wyciekajacymi licznie z fontanny, do ubierania się w żywe, nasycone kolory, do ubierania się niekoniecznie zgodnie z normami! Kuszą mnie zabawy ogniem, kusi mnie gra na grzebieniu, kusi mnie wizja zamków, wizja porannej plaży! Najbardziej jednak, ze wszystkich tych czynności, pragnę by te nadchodzące dwa miesiące spędzić z Tobą! Żeby nie rozstawać się ani na dzień… Żeby każdego ranka budzić się i wiedzieć, że niedługo się spotkamy!!! Tak bardzo bym chciał…

O to i moje
Oplute
Zarzygane

Zapomniane
Jestem człowiekiem!
Słowa niewypowiedziane!

nie powiesz mi dokąd idziesz? chciałbym byś mi powiedział, bo mogę za Tobą trochę tęsknić, a Ty w ogóle jeszcze ze mną jesteś? Jesteś? Bo czasem mam wrażenie, że już Cię nie ma… czasem myślę, że to dobrze, a czasem… brakuje mi głosów, w tej ciszy… różnej, różniastej! Dziś do mnie mówiłeś, pomagałeś. Pewnie wiesz, że na swój sposób Cię potrzebuję, a może nie jesteś tym, za kogo Cię biorę? Może jest ktoś jeszcze? Może nie pow
nie powinienem się zastanawiać na składem musztardy, albo nawet nad tym jak z justować te nierówne teksty na blogu? Albo dlaczego fioletowe i podkreślone, albo po co ona to robi? A może kiedy umiera nadzieja? A może jednak sól i cukier? Nie wiem, chyba się położę…


  • RSS