Jakiś czas temu w pewnym hipermarkecie ustalałem działanie pułapki na myszy – mówiąc ściślej, usiłowałem ustawić ją tak, jakby miała spełnić swoje przeznaczenie – Zabić myszkę! Najpierw trzeba dość gruby, zagięty w podkówkę, umocowany na sprężynie drut podnieść by znalazł się w pozycji, w której będzie można go zablokować wkładając weń nieco cieńszy, uwolniony od wszelkich ograniczeń (oprócz miejsca gdzie jest zaczepiony), drucik. Ma on przytrzymywać ten gruby do czasu, aż mała myszka przyjdzie po serek, który będzie połozony na blaszce-zapadni, którą lekki choćby dotyk, zwalnia, a gruby drut, z wielką siłą i szybkością uderza wówczas w jej malutkie ciało. Ale nie! Mysz nie umiera od razu. Za swoje winy – przegryzanie ubrań, w których nikt już nie chodzi lub innych takich, nikomu niepotrzebnych, rzeczy – musi pocierpieć!!! I na pewno cierpi! Czemu by mała myszka nie miała umierać w męczarniach? JEST WINNA! Według nas, „najdoskonalszych” ludzi – JEST WINNA! I mamy więc prawo ją zabić, choć nie my daliśmy jej życie! Kradniemy jej świat… A narzędzia zbrodni… (???) beztrosko leżą na półce w hipermarkecie!