Nie lubię krupniku.

Weźcie idźcie w chuj z tym Wordpressem.

Wpisy z okresu: 1.2005

Upłynęło 17 miesięcy, czyli 519 dni, czyli 12456 godzin, czyli 747360 minut od dnia, w którym stałem się najszczęśliwszym człowiekiem na Ziemi! Od dnia, w którym spełniło się moje jedyne prawdziwe marzenie! Dzięki Tobie Kochana, tamtego wieczoru poczułem sens istnienia, w który tak mocno wątpiłem. Od tamtej chwili pragnę żyć tylko dla Ciebie, tylko dla Ciebie się budzić, oddychać, śmiać… Dziękuję Ci całym sobą za ten wspaniały czas. DZIĘKUJĘ:*

Nawiązując do ubiegłej notki, pragnę zwrócić uwagę na pewną nielogiczną formę nowego sposobu przeprowadzania egzaminu dojrzałości – to dla mnie dość aktualny temat, mimo wszelkich wątpliwości. Temat, który chcę poruszyć odnosi się głównie do części sprawdzającej umiejętność czytania ze zrozumieniem. Wiadomo: tekst, pytania do niego – proste? No właśnie! Nie takie proste! Spójrzy na moją poprzednią notkę „Zaprawdę powiadam Wam…” Dwa wersy zaledwie, a możliwości interpretacji (co widać po komentarzach) dosyć szerokie. Teoretycznie poprawna jednak, była moja własna interpretacja, odgadnięta tylko przez niektórych czytelników – mniejsza o nią w tej chwili. Mój zamysł był taki a nie inny. Podobnie zatem rzecz się ma z zamysłami autorów pytań do danego tekstu sprawdzającego. Przykładowo – tekst Tadeusza Żeleńskiego – Boya dotyczący wielkiego, młodzieńczego dzieła Johanna Wolfganga Goethe’ego pt. „Cierpienia młodego Wertera”. Rozprawka bardzo ciekawa, nie przeczę, zawierająca liczne trafne uwagi, ujęta w prostym, lekkim tonie. Jak wiadomo artykuły Boya często nacechowane były wydźwiękiem satyrycznym. Jedno z pytań do tekstu dotyczyło zawartej w nim ironii. Należało ją wyszukać oraz zacytować. No dobrze, wszystko pięknie! Ale jeśli mnie inny fragment wydał się ironiczny? Inny niż autorowi pytań? Miałem do tego prawo, czyż nie? Nie jestem zmuszony wszystkiego postrzegać w sposób szablonowy, zwłaszcza, że chodzi tu o sztukę, o literaturę piękną. Zacytowałem zupełnie inne zdanie od tego, które jako poprawne zostało umieszczone w kluczu. Co za tym idzie? Nie dostałem punktu. To tylko jeden z wielu przykładów. Ta niewola! Klatka umysłu! Ten durny system niepozwalający na samodzielne wyciąganie wniosków! Wszystko podpasowane pod jakiś idiotyczny schemat. Mamy pracować jak maszyny. Możliwości, jak w zapisie binarnym 0 lub 1, innej drogi nie ma! To chore!!! Jak ja mam, do cholery, dostać się na ten wymarzony, polonistyczny kierunek? Identycznie sprawy się mają z częścią II, z wypracowaniem! ‚Interpretacja własna’ – jasne! A klucz jak był, tak jest. Nie, wybaczyć mi proszę, ale nie będę się dłużej nad tym rozwodził, bo szkoda czasu Waszego i moich nerwów. Dziękuję za dotarcie aż tutaj;)

A jutro nareszcie wraca moja Oleńka:) Bardzo mi z tym faktem dobrze, wreszcie ktoś mnie przytuli i będzie do mnie mówił „Bartuś”:) Jak dobrze mieć taką cudowną istotkę jak Ona:) Ah, mojej tęsknocie też należy się już odpoczynek. Dobrej nocy! Cieszcie się życiem:D

Gdyby alkohol smakował jak sok jabłkowy…
z pewnością zostałbym alkoholikiem.

Niby po co mamy układać proste, zrozumiałe słowa? Takie są nudne, nieprawdaż? Nudne, bo proste. Proste, bo nudne. Bo cała ludzkość dzisiaj, mająca się (jak ja na przykład) za wyjątkową – dąży do zawikłania. Niedługo włączę telewizor a tam wyświetlać się będzie reklama proszku do prania, której nie zrozumiem. Reklama płynu do płukania tkanin (Panta rhei;)), której również nie zrozumiem. Najgorsze jest to, być może – że i ja sam taki jestem. Najprościej napisać coś fałszywie oryginalnego, że Anioły, że Diabły, skrzaty, elfy i inne szmaty!!! Po co nazywać rzeczy po imieniu? Tylko kto mi w tym pomoże, w odnalezieniu prostoty, której tak się wystrzegam? Po co to robię? Dlaczego? Właściwie nie wiem. Właściwie nie wiem, może tak jest ‚lepiej’.

Pomijając to… tęsknię. Nie minęło nawet pół doby, nawet jedna czwarta doby wciąż trwa. Ja tęsknię. Za słowami, za uśmiechem, gestami, mimiką, poruszaniem się. To wszystko jakoś tak dziwnie rozkłada mnie wewnętrznie. Chciałem napisać wypracowanie, no wiadomo – Problematyka „Panien z Wilka” Iwaszkiewicza. Mimo, że utwór mi się podobał, nie jestem w stanie porządnie sklecić paru zdań. Pisanie różnych pierdół o dysprostocie szło mi bardzo dobrze. To ze względu na samonieakceptację. Ale w przypadku tęsknoty, z czymś rzekomo przyjemnym nie ma łatwo! Nie napiszemy dzisiaj tego wypracowania, bo wena uciekła, wena prozatorska. Po raz kolejny obejrzałem „Dzień Świra”. O… Kiribati do mnie mówi na GG. Chwilka… Łohoho:D No dobra, kończę ten mętlik tęsknoty ze złością i ironią i cholera wie czym. Pojawię się pewnie jeszcze. Bo cóż miałbym robić innego? Hmm. Tęsknię, piszę, tęsknię, piszę, tęsknię… i tak przez najbliższy tydzień. Adieu!

Któregoś dnia obudzę się, spojrzę na ściany mego pokoju; będą niebieskie albo białe, żółte czy różowe. Zobaczę, że moje łóżko będzie inne niż zapamietałem, kładąc się spać te kilka godzin wcześniej. Biurko będzie ciemne, jasne, w okleinie albo i nie… Na ścianie będzie wisiała tania, tandetna reprodukcja Van Gogha, którą po chwili obserwowania – zniszczę… Załatwię higienę poranną, ubiorę się, według jakiejś intuicji będę się szykował do wyjścia – tylko gdzie? Nie! Tego wiedział nie będę. Ale wyjdę… Pójdę na jakiś przystanek, wsiąde w pierwszy autobus, który podjedzie. Wysiądę na przystanku, na którymkolwiek. Szedł będę przed siebie, w lewo raz, w prawo dwa razy. Będę mijał ludzi o dziwnych, powykrzywianych twarzach. Samochody będą wyglądały jak samoloty czy pociągi… Możliwe. Idąc tak brukiem jakimś w kolorze seledynu, jak sądze… Spotkam Ciebie. Kiedy będziemy się mijać, złapiesz mnie za rękę i zapytasz: „Bartuś, co Ty? Nie poznajesz mnie?” A ja powiem, że ‚nie’, że nie mam pojęcia kim jesteś… Możliwe. I chociaż jesteś mi najbliższą osobą, najkochańszą, najwyrozumialszą dla mnie… nie poznam Cię. Dlaczego? Bo będę obłąkany, obudzę się obłąkany. Bo zwariują mnie Ci wszyscy wszyscy!!! Nie pozwól im………. proszę!

Notka przedświąteczna nie była pozytywna – zdaje sobie z tego sprawę:) Ale Noworoczna, ta oto noteczka, ma charakter w stu procentach przychylny wszystkiemu i wszystkim. Od 27 grudnia do wczoraj byłem z Oleńką w Bukowinie Tatrzańskiej. Najprzyjemniejszy czas od dawna, najwspanialszy, pełen ciepła Sylwester i Nowy Rok przywitany w miłosnym geście błogiego pocałunku:* Chciałem Ci Kochanie bardzo, bardzo, z całego serca podziękować! Sprawiłaś, że czułem się dobrze (może nie od początku, ale nic nie przychodzi od razu)… Czułem się dobrze, mimo kilku małych nieporozumień. Dziękuję Ci! Dziękuję, dziękuję:* Chciałbym by za rok było podobnie – bo może jeśli rok zacznie się cudownie, to i cały będzie cudowny? Ten więc takim być powinien, a i następnym bym nie pogardził:)

Oh, nie mogę nie wspomnieć o Panu Tubie:) Uroczym, czteroletnim chłopcu, który mimo swojej bardzo wyraźnej mowy, miał jeden kłopot;) Mianowicie… zamiast głoski „K” wymawiał „T” i zamiast „G” – „D”, co powodowało niesamowicie wręcz przyjemny wydźwięk wszystkich jego wypowiedzi:D [stąd tytuł notki]

Wam wszystkim zaś, na ten NOWY, świeżo malowany ROK 2005 życzę wiele radości, spełnienia planów i postanowień i zero powodów do smutku! Adiehu:)


  • RSS