Nie lubię krupniku.

Weźcie idźcie w chuj z tym Wordpressem.

Wpisy z okresu: 3.2005

to skoro to tak oczywiste, czemu nie chcę tego pojąć? któregoś dnia to wszystko się skończy, któregoś dnia to wszystko się skończy. wszystko jedno jak na dobrą sprawę, wtedy nic nie będzie miało znaczenia. wszystko jedno, bo nie mam na to żadnego wpływu i mogę tylko marzyć. a marzenia w zetknięciu z rzeczywistością zwykle stają się śmieciami, „wekslem bez pokrycia”. potem będę leżał na drodze, przejechany przez ciężarowy samochód. albo umrę z głodu, co w naszym kraju, w Unii, nie byłoby przecież takie straszne, bo jesteśmy Utopią niespełnioną, a x się przewraca w grobie czy cokolwiek oni mu tam pośmiertnie spreparowali. a ja przejmuję się. kwiatków nie podlałem, to trzeba podlać. i przejmuję się wieloma innymi sprawami. i wszystko dziś wydaje mi się takie płytkie, takie płytkie. i złapał mnie smutek, że tak niewiele potrafię że że że że że etc. nawet nie wiem po co to piszę? dla kogo? dla siebie mówisz? dla siebie? tak! chciałbym coś zrobić dla siebie, ale nie napiszę bo mogłoby zaboleć, bo przecież nie jest źle. jak nie to nie. dobranoc i.

Nie wiem dlaczego, ale zawsze bardziej było mi żal cierpiących Murzynów. Zawsze kiedy płakał Murzyn, było mi go bardziej szkoda i bardziej mnie wzruszał aniżeli płaczący biały. Może to dlatego, że w dzieciństwie naooglądałem się książek i filmów, w których traktowano czarnych jak zwierzęta, gorzej nawet. Widziałem rysunek, na którym wisiał jeden – głową w dół, a biały sadysta okładał jego pośladki drewnianą praczką, czy cokolwiek to było. Po plecach płynęła mu krew, jego postać… zupełnie statyczna, może już martwa. Jakaś dziwna może przyczyna. Nigdy nie zrozumiem rasizmu! Nigdy nie zrozumiem klasyfikowania ludzi według koloru ich skóry. Zawsze będę temu przeciwny! Zawsz będę pogardzał tymi, który nienawidzą innych za to, że istnieją…

Siedzę sobie właśnie pośród komputerów na ulicy Abramowickiej, w szpitalu. Kawiarenka internetowa dla czubów! Obok mnie facet dłubie w nosie, a wydłubane ‚kozy’ układa w tajemnicze symbole płaskie. Mówi, że to są figury przestrzenne, tylko że ja nie mam tego zmysłu, który pozwoliłby to dojrzeć – być może… Na imię mu Wilhelm. Trafił tutaj z dziwnych powódek. Podobno z powodu śmierci, tak głoszą pogłoski – ale czyja to śmierć? Niby wiedzą, ale nikt mi nie chce powiedzieć. W snach powtarza jakieś imię kobiety. Młody człowiek, ledwo próg lat 18 przekroczył. Biedak. Nie siedzi tu w wyniku błędu systemu… Nie siedzi tu z tych powodów co ja – samobójców często biorą! Rzekomo, są oni niebezpieczni dla życia i zdrowia osób postronnych. Mniejsza o te prawne brednie. On siedzi, bo nie mógł już wytrzymać. Pomijam fakt, że żadna kafejka internetowa nie istnieje, a wszystko to jest moją wyobraźnią. Dla nieuświadomionych – ta notka również nie istnieje. I chuj z pointą!

swego rodzaju być może i nielogiczność w chodzeniu, bieganiu na czworaka. ja bym nawet tak chciał, łamac jakies konwencje, jak jakaś zbitka artystów dwudziestowiecznych w jednej osobie. wszystko wówczas byłoby jakąś prowokacyjną kreacją, ale jakie to ma znaczenie skoro szczęście i uśmiech na ustach? odpowiadam: żadne. podobnie z wieloma innymi rzeczami. ot, z paleniem fajki chociażby – mój tytoń mi nie smakuje. co innego, wadliwość i zepsucie społeczeństwa. pieprzeni el-pe-erowcy, aż rzygać się chce! w oknach obrazki, miniaturki – modlimy się dzisiaj do kopii obrazu, no nie choroba jakaś? paranoja? oja, moja, twoja, nasza, Kinszasa? cuda i niewidy, myślałby kto. Pan Bóg ma tam w niebie z nas ludzi, niezłą polewkę, niezłą zieję, brechtę i szyderę! w gruncie rzeczy z naszego punktu widzenia, nie ma w tym nic śmiesznego – należy wręcz siąść i płakać. Więc idę! Siądę i popłaczę trochę…

W mojej rosołkowej zupie, którą lubiłem (chociaż zup ogólnie nie lubię), pływał wybitny, mój najulubieńszy Poeta przez wielkie Pe, Karol Baudelaire. Krzyczał, wrzeszczał: „Rozstrzelać generała Aupick! Rozstrzelać generała Aupick!” Tak! Dokładnie tak samo, jak w pamiętnym 1848 A.D. Następnie zaczął recytować łamaną angielszczyzną poematy Edgara Poe, którego ubóstwiał i można powiedzieć, przywiódł do Europy. Następnie zapytał mnie, jakie jest moje zdanie o Jeanne Duval – dobra czy zła? A ja na to: „Nie mam pojęcia. Nie znałem tejże.” A miał nasz drogi Karol lat ze czterdzieści. Ciekawe czy zdawał sobie sprawę, że za jakieś 3 lata przyjdzie mu wyjechać i oglądać brzydkie Belgijki (to nie ja, to nie ja – on sam tak o nich pisał, ja tam Belgijki nie widziałem żadnej). Mniejsza już o to! Najgorsze jest, że w mojej zupie prawie w ogóle nie było soli, bo babcia nigdy nie potrafiła dobrze przyprawić rosołku. Zatem Karol zawiedziony brakiem NaCl, wyturlał się na brzeg talerza, po czym powiedział: „See you on Mont Parnasse!” i zniknął. Na jutrzejszy obiad zaprosiłem Leopolda Staffa, chociaż oznajmił iż nie wie czy wpadnie, czy nie zgubi się pośród upstrzonych śniegiem drzewek Cmentarza Powązkowskiego… Zobaczymy!

Do pewnego czasu wydawało mi się, może nadal wydaje, że głównym, największym, najdłuższym, najistotniejszym schodkiem do szczęścia i spokoju jest sarkazm? To nielogiczne! Mając serce, nie można w ten sposób, nie mam racji? Sarkazm i ironia, chłód i niewzruszenie. Serce – kamień – oto co wydawało mi się drogą ku życiu z uśmiechem na ustach – ot, po prostu – bycie ciałem. Wszędzie te myślniki. Podobała mi się kreacja Meursault’a w „Obcym” Alberta Camusa. Dlaczego? Przeczytajcie, bo ja nie umiem tego opisać. Spodobał mi się być może nawet bardziej od Rodiona Raskolnikowa, co osiągiem jest sporym;) Jednak nie jestem taki, być może na szczęście, nie jestem tym kim chciałbym być i się wzruszam i chyba jestem wrażliwy i… mam ochotę na płacz kiedy oglądam film, kiedy ktoś płacze, kiedy ktoś mówi o swoim żalu, o swoim smutku. Niekoniecznie mi się to podoba, bo takim jak ja trudniej istnieć. I nie wiem co dalej napisać… Dodać w ogóle tę notkę? Ostatnio sieć mi szwankuje:/ Nieważne, dobrej nocy! Ale nudna notka:/


  • RSS