swego rodzaju być może i nielogiczność w chodzeniu, bieganiu na czworaka. ja bym nawet tak chciał, łamac jakies konwencje, jak jakaś zbitka artystów dwudziestowiecznych w jednej osobie. wszystko wówczas byłoby jakąś prowokacyjną kreacją, ale jakie to ma znaczenie skoro szczęście i uśmiech na ustach? odpowiadam: żadne. podobnie z wieloma innymi rzeczami. ot, z paleniem fajki chociażby – mój tytoń mi nie smakuje. co innego, wadliwość i zepsucie społeczeństwa. pieprzeni el-pe-erowcy, aż rzygać się chce! w oknach obrazki, miniaturki – modlimy się dzisiaj do kopii obrazu, no nie choroba jakaś? paranoja? oja, moja, twoja, nasza, Kinszasa? cuda i niewidy, myślałby kto. Pan Bóg ma tam w niebie z nas ludzi, niezłą polewkę, niezłą zieję, brechtę i szyderę! w gruncie rzeczy z naszego punktu widzenia, nie ma w tym nic śmiesznego – należy wręcz siąść i płakać. Więc idę! Siądę i popłaczę trochę…