Siedzę sobie właśnie pośród komputerów na ulicy Abramowickiej, w szpitalu. Kawiarenka internetowa dla czubów! Obok mnie facet dłubie w nosie, a wydłubane ‚kozy’ układa w tajemnicze symbole płaskie. Mówi, że to są figury przestrzenne, tylko że ja nie mam tego zmysłu, który pozwoliłby to dojrzeć – być może… Na imię mu Wilhelm. Trafił tutaj z dziwnych powódek. Podobno z powodu śmierci, tak głoszą pogłoski – ale czyja to śmierć? Niby wiedzą, ale nikt mi nie chce powiedzieć. W snach powtarza jakieś imię kobiety. Młody człowiek, ledwo próg lat 18 przekroczył. Biedak. Nie siedzi tu w wyniku błędu systemu… Nie siedzi tu z tych powodów co ja – samobójców często biorą! Rzekomo, są oni niebezpieczni dla życia i zdrowia osób postronnych. Mniejsza o te prawne brednie. On siedzi, bo nie mógł już wytrzymać. Pomijam fakt, że żadna kafejka internetowa nie istnieje, a wszystko to jest moją wyobraźnią. Dla nieuświadomionych – ta notka również nie istnieje. I chuj z pointą!