Tak, wiem, że rzadko tu bywam. Że nic się nie dzieje. Ta notka jednak nie ma na celu tłumaczenia się czy wyjaśniania czegokolwiek. Przyczyną jej powstania jest zupełnie co innego.

Ostatnie wydarzenia. Ich kolizja. Do Polski, kraju gdzie średniowiecze jeszcze trwa (lub przeżywa swój renesans (swoją drogą fajna gra słów – renesans średniowiecza)), przyjechał Benedykt XVI. Co za tym idzie/szło? Krótko – włączam TVP1: „Papież Benedykt XVI już niedługo pojawi się na Okęciu.”; włączam TVP2: „Wszyscy oczekujemy na przyjazd papieża.”; włączam TVP3: „Już niedługo będziemy świadkami pierwszej wizyty nowego papieża w Polsce.”; włączam TV Polonia: to samo co na TVP1……….

No dobrze, ja rozumiem – wielkie wydarzenie, bo przecież przyjazd tak ważnej osobistości za takowe należy uznać. Do czego zmierzam? Otóż nasz kraj nawiedził jeden człowiek – taki jak my wszyscy, tylko wyższe stanowisko – że tak to ujmę… I co? No jeden, TYLKO JEDEN! A na Jawie zginęło ponad 5 tysięcy ludzi. Pięć tysięcy istnień, dzieci bożych (jeśli przyjąć ton religijny). Mieli rodziny, mieli marzenia, plany. Kochali i byli kochani lub nie. Cierpieli, cieszyli się, płakali i radowali… Teraz nie żyją.

No i prawda – jak mawiał Stalin – „Śmierć jednego to tragedia; śmierć milionów – statystyka.” Smutne, ale prawdziwe. Ale do cholery! Robimy wielkie halo z przyjazdu papieża. Portale internetowe wolą 6 głównych wiadomości napisać o tym, a dopiero gdzieś na szarym końcu, czcionką 10px, łaskawie nadmieniają, że tu i tu zmarło tyle i tyle, bo kogo to obchodzi? Gorącym tematem jest CUD – tęcza, która pojawiła się podczas wizyty Benedykta XVI w Auschwitz-Birkenau. Może popadam w skrajność, ale… zginęło 5 tysięcy ludzi, a Bóg miałby z nudów posyłać Polakom tęczę, żeby nacieszali swoje zakompleksione ego? Jakaś to, wybaczcie, parodia…