Nie lubię krupniku.

Weźcie idźcie w chuj z tym Wordpressem.

Wpisy z okresu: 12.2006

i trzymali się za ręce. biegali tylko po czarnych płytach chodnikowych, nigdy po jasnych, nigdy też nie dotykali przerw między nimi.
zawsze za ręce. nosili papierowe czapki, złożone z jakichś starych gazet.
puszczali latawce. nawet, kiedy nie było wiatru. i bez przerwy się śmiali. nawet kiedy on był za szybko, zbyt nerwowo i paznokcie wbite w plecy przy jękliwym „jeszcze…” nawet kiedy pył drżącego sufitu sypał się na głowę. zawsze. donikąd i wszędzie, oni. a potem było cicho. nikt nigdy nie wiedział, ile trwało to ‚trochę’ ich splecionych palców. ale słowa były przecież, jak zawsze, niepotrzebne, ani nic jak czas lub przestrzeń. tylko, że później…

wiesz.

Już wówczas byłaś nikim. Kroplą śliny ściekającą z poręczy schodów w podrzędnym supermarkecie. Ziarnkiem piasku pod paznokciem, podczas zapytania „skąd w dupie piasek?” Pomyślisz pewnie, nie… Albo w ogóle nic nie pomyślisz, bo po co?

Ty – moja wymarzona, wytęskniona i tak dalej. Pewnie zastanawiasz się. Albo inaczej – wiesz, co się stanie jeśli teraz upuszczę tę zapałkę? Spłoniemy, masz słuszność.

- Ale…
- Nie, nic nie mów, proszę. Słowa są niepotrzebne.

[zapałka spadła na ziemię.]

———————-

aneks: Adresat rzeczywisty tej notki nie istnieje. Notka nie ma związku z moim życiem osobistym, a wszelki powinowactwa to ewentualnie czysty przypadek.

„Wiesz, jak Cię kocham; ja i Dunia mamy tylko Ciebie; Tyś nasze wszystko, nasza jedyna nadzieja i otucha.”

Dostojewski

„Ta ****a od ****ów tak to się uśmiechnie, a jak się odwrócisz, to Ci nóż w plecy wsadzi”

Tajemnicza pani w autobusie
(mająca skądinąd świętą rację)

bezargumentowo; komuś się nie podoba?


  • RSS