Rozmowa neurotyka z trupem. Jakby miało kiedykolwiek znaczenie, czy trwałem w siódmym czy ósmym roku życia. Jedna nie żyje od dziesięciu lat, a drugą stale boli głowa. Neurotycznie. Gdzieś tam, w wyniku nieznanych działań zewnętrznego świata, zrodziło się robactwo. Jakiś Ja, jakoś gdzieś, tam w środku. Było S, jest C. Ja już sobie dam z nim radę. A najłatwiej było zabrać dupę w troki i zniknąć, choć niewiele mnie to teraz obchodzi. Nie trzaskaj powiekami, bo mnie rozpraszasz. Chciałam cię zobaczyć, nim to wszystko się skończy. Potrzebowałaś apokalipsy, żeby do tego dojść? To wzruszające.

Jedyne, na co mnie teraz stać, to wspomnienie pewnego zdania, które kiedyś wypowiedziałem. Zbyt wiele mnie we Mnie i nie-mnie i nigdy nie mniej. Nie piszę. Nie domagajcie się. Teraz będzie rzadko. Po wyciszeniu przyszła konstatacja, że aktualnie niczego bym w swoim życiu nie zmienił. Ten stan jakoś się nazywa. Wszyscy wiedzą jak. Niech sobie trwa, ja jestem, żyję, uśmiecham się. A tu będzie cisza. Znowu.

Dziękuję Ci, Ty wiesz, kim jesteś, lepiej niż inni, którzy też wiedzą to i owo. Mogłem, nie musiałem, ale oto i jest. Dobranoc. O, Gumiś coś mówi.