Nie lubię krupniku.

Weźcie idźcie w chuj z tym Wordpressem.

Wpisy z okresu: 9.2009

po świecie

9 komentarzy

chodzą roboty napędzane gównem. po brzegi to paliwo, nie że jakaś słoma. zwyczajne gówno. efekt przeżutej, przetrawionej rzeczywistości poskładanej z idei. gówno jako podstawowy budulec, element zbiorczy wszelkich atomów, powodujący złudzenia. dotnąć gówna, posmakować gówno. kurczak gówno, zupka chińska vifonu gówno, nawet kawior gówno i inne burżujskie żarcie. łańcuch pokarmowy całego tego chybionego zewnątrz, czegoś poza nami. wędrujesz aleją ekskrementów zasłużonych, po cmentarzu powązkowskim. masz inną twarz, niż wtedy, kiedy wiesz, że patrzę. jestem milczącą pustką, otchłanią, deszczowym piekłem każdego poranka.

a teraz już nie patrzę, nóż kupuje się bez recepty w byle hipermarkecie. nóż do chleba marki stoperan i nagle robi się cicho. nie licząc tego szumu. czy to woda spuszczona czy po prostu zapowiedź wiecznej ciszy, gdzieś tam, gdzieś pod ziemią, gdzie wychodzi z nas cała gówniana natura. to aż absurdalne, że uciekamy do krematoriów, jakby w niemieckie objęcia. jakby ucieczka od własnej dupy, naszego najbardziej wydajnego serca, naszego układu pokarmowego.

miszelu łelbeku, zjedz świat. wojaczkowy bohater jedzący gówna z Poematu mojej melancholii. któreś tam któreś, na pewno było ich za dużo, a potem wziąłeś tabletki i nie żyłeś. teraz widzę walające się ciała, których opisywał nie będę. ciała dusz, dusze ciał, kreowanie nowej alternatywnej rzeczywistości, do której nigdy nie miałem nerwów. smacznego, dotarliśmy aż tu. pamiętajmy teraz, własnej dupie naturze nie uciekniemy, ten smród będzie krok w krok, jak my, jak cień, jak nieboskłon niebo się pochyli wypnie się. dzisiaj, jutro od tej do tej czasu tego i tego, gwałcę niebo.

więc to nawet nie będzie spełnianie marzeń. więcej nie będzie słów na zawołanie, bo chciałabym, bo czekałam na to, bo bo i bo, bo nie warto być plastrem. upadam ludzkie światy, od czasu do czasu, a gdybym miał szparę w zębach jak Madonna, trzymałbym w niej papierosa. język za zębami a papieros między zębami. sikam tylko po ściance, a piana na dwa palce. wtedy mniejszy hałas, nie chlapie, a ja wciąż jestem strażą pożarną, co oznacza, że najprawdopodobniej nie mam problemów z prostatą. chodzę na spacery, łażę bo wysuszonych, odciętych sutkach, które chrupią mi pod podeszwami butów. nie poleci żadne mleko, nie nakarmi żadnego dziecka, nawet tego, które parę godzin dni lat temu urodziło się bez nóg.

i bolą mnie okna, zawsze będą bolały.

errata

4 komentarzy

gówno prawda. jak zawsze się zgrywam. nie zamierzam znikąd skakać. bez względu na to, czy będzie lód, czy nie. zasadniczo ejakuluję frustrację, obecnie. krótkie, niemalże chatowe wstawki. nic nie czytam, bo nie mam czasu, a jak mam czas, to nie mam ochoty. nie myślę, myślę za dużo. palę od czasu do czasu i częściej, a dziś był pierwszy dzień od niepamiętnego czasu, kiedy nie miałem ochoty na piwo ani na żaden inny alkohol. drugi zapis w ciągu kilku godzin, ale nawet nie bardzo miałem ochotę na korespondencje seryjną, a tak to się na ogół kończy.

dzisiejszy dzień sponsorują demotywatory.pl i daily.art.pl, czyli strony, które uratowały mnie przed śmiercią w wyniku zanudzenia, dziś, podczas ośmiogodzinnego posiedzenia w pracy. dziękuję za uwagę. tekstów wyniszczających nie będzie, a wam życzę cierpliwości podczas wczytywania strony z komentarzem. bo ostatnio ciągle je dublujecie, a mnie nie chce się kasować.

no i dziękuję katolickim zalotnikom, którzy straszą mnie panem Jezusem.

zgównienie

5 komentarzy

Wyczerpał się limit na bycie dobrym człowiekiem.
Teraz będę zimnym, wyrachowanym draniem, innymi słowy,
chujem.

A Wy musicie udawać, że mi w to uwierzyliście.
A na końcu tej opowieści skoczę sobie z mostu
do zamarzniętej rzeki.
tylko czekam na zimę, rozumiecie, przyczyny techniczne.
Jakiś styczeń, czy coś.


  • RSS