Nie lubię krupniku.

Weźcie idźcie w chuj z tym Wordpressem.

Wpisy z okresu: 10.2009

stał się nagle kluczyk do szuflady, do której wchodzę przeciskając się między jej dnem a sosnową konstrukcją całości, jak mysz, łamię sobie zęby i paznokcie. zdusi mnie to, jakaś pułapka i niewyrażalność, ograniczony emocjonalny ekshibicjonizm, a to wszystko przez nierozważne szastanie ścieżkami. ten mój ściek, cuchnący kałem, tuła się po szufladzie i któregoś dnia się przeleje. to jak pokazywanie fiuta starszym paniom w parku. do szuflady, do szuflady, do środka czegoś, taki ja, od z do a i jakiś zaplątany w dymie papierosa. chowam się, bezsensownie, jak kula u nogi, wpadam w konwulsje tak uporczywie zamknięty i poduszka igłami natknięta, całkiem fikcyjna.

lepiej pomieszać ścieżki, przekręcić klucz i wyjść wyjść wyjść, nie odnajdę się na ścianie, a lustra zamalowane na czarno, odbijają tylko od pasa w dół, moje pokurczone sflaczałe wahadełko.

jogurt sobie opierdolę, a potem śmieci wypierdolę i to będzie taki wieczór pierdolenia z różnymi prefiksami.
bosko.

a teraz świat bawi się ze mną w bukkake. jako strona bierna.
w końcu nastąpiła zmiana ról.

dla K.

21:25. wstaje chmurny, wilgotny dzień. a ja gdzieś tam ospały, spomiędzy Twoich ud się wydobywam, jak para wodna z przykrytego garnka. namówiłem świat, by nie klaskał w dłonie, bo od tego klaskania pękają bańki mydlane. Urojenia, choć niektórzy mówią na to szczęście. A Ty jesteś pierwszą wielką literą, która pojawiła się po tej kropce, wbitej jak gwóźdź w jakiś punkt na osi czasu. Taka Ty, Taka Ty yT YT, na lewo i prawo w każdej spirali moich zamyśleń. Stawiają się we mnie kolejne przecinki, budują następne zdania, a dłonie z radością topię w czekoladzie świtu, wśród tych chybotliwych płaczliwych oczekiwań na drgnienie telefonu, na kolejną nieprzeczytaną wiadomość.

informacja

2 komentarzy

chciałem tylko powiedzieć, że jednak nadal potrafię tęsknić.
ot, tyle. udanego weekendu.


  • RSS