zwykle nie układam postanowień noworocznych, bo na ogół gówno z tego wychodzi. z prostej przyczyny – postanowienia dotyczące fajek zwyczajnie nie mogą zostać spełnione. papierosy to część mojego życia, one jedne, jak zwykłem mawiać, prędzej mnie zabiją, niż oleją. Nena twierdzi, że z nią jest podobnie, sęk w tym, że z nią nieraz olewamy się nawzajem, choć więcej w tym mojej winy, ale nawet nie jest mi głupio. olewamy się, każde na swój sposób.

w przyszłym roku jednak, chciałbym zrealizować pewne plany. mniej pić, skoro palić muszę jednakowo. więcej czytać, bo na półkach kurzą się planowane lektury, a lista osiemdziesięciu książek wciąż pozostaje nietknięta, bo a to ktoś podaruje mi książkę, a to sam kupię lub pożyczę i wszystkie dziwacznie spoza listy. i czytane, jak postępujący zwolna rak płuc.

za kilka dni zacznie się styczeń, teoretycznie najbardziej znienawidzony przeze mnie miesiąc, w którym nigdy nic się nie dzieje, w którym starzeję się o rok i nigdy nie mam ochoty nigdzie wychodzić, a później mam żal do nie wiadomo kogo, że sprawił mi taką nieprzyjemną samotność. a ten żal powinienem żywić tylko do siebie. ćwierćwiecze. jakiś czas temu planowałem zjeść sushi z ciała nagiej kobiety w ten, zdawałoby się, wyjątkowy dzień. teraz już nie chcę.

nie pamiętam już, jak zaczął się ten rok. w sumie nie było tam nic godnego zapamiętania. ostatnie dwa stycznie generalnie nie były godne zapamiętania, jakkolwiek by mi się wówczas nie roiło.

przekalejdoskopowała się nieco liczba bliskich osób, ktoś przybył, ktoś ubył, nikt nie umarł, choć niektórzy tradycyjnie się zapowiadali. faktycznie, ubiegłorocznego stycznia byłem na pogrzebach dwukrotnie, tegorocznego wcale. schematyzm, w jakiś sposób przeze mnie wyznawany, w kolejnym roku powinien mi odpuścić.

jest dwudziesty szósty grudnia, ktoś na I. ma urodziny, ktoś komu nie złożę życzeń, bo nie czuję potrzeby. ten rok kończy się dobrze, zupełnie nie tak, jak się spodziewałem. ujednoliciły mi się myśli, scentralizowały się, można powiedzieć, co po rekordowych dziewięciu miesiącach stanowi bardzo ciekawą odmianę. i niech tak już będzie, bo to dziecię w Tobie, prawdę mi powie, że jesteśmy tu i teraz i nigdzie indziej, dochodzimy do pestki matki ziemi, zlizując z niej resztki miąższu.