kiedyś sam się unicestwię, dotknę pustki, którą pokocham jak swoje własne dziecko. utopię się w skroplonej parze wodnej, powstałej z każdego mojego oddechu. ja nie umiem, ja nie potrafię, ja się gubię, a oprócz tego, że w samym sobie, to jeszcze w świecie, w ludziach, pomiędzy pierwszą a drugą sekundą każdej minuty. poruszam się po omacku, jakby ktoś wypalił mi oczy rozżarzonym prętem. posiadam język, mówię, stukam koniuszkiem o zęby i myślę o wyrzec słowo, by stwierdzić, że głos jest krzykiem i nikogo to nie obchodzi.