mam dzisiaj kryzys, że ani egzystować, ani (tym bardziej) koegzystować mi się nie chce, a za oknem deszcz, tyle że wiosenny i niemiarowy, i zmienny. pomyślałem, żeby zmienić pracę, mieszkanie, miejsca, przyzwyczajenia, markę papierosów i piwa, ale te zmiany napawają niesprecyzowanym lękiem. miałem niewygodne sny. no i przydałby się alfons, z doświadczeniem. taki, co pomoże mi w ogarnięciu tego burdelu.

czasem tak jest, że wybiłbym pół świata. i dziś tak jest, pojękuje we mnie cicha nienawiść, najbardziej wobec samego siebie i mojego improduktywizmu, którego nawet nie chcę zmieniać. i jest tak czasem, że chciałbym mówić o sobie tylko w czasie przeszłym, wszystkie zrobię pojadę przeczytam obejrzę naprawię zajmę się tym wypieprzyć do śmieci, do takiego vonnegutowskiego kosza, w którym się zmieści cała rzeczywistość, której z uśmiechem na ustach mówię dziś chuj ci w dupę.