opowiedz mi

miałam oczy, które wydłubano światem, gdzieś w zakątkach zupełnego nigdzie moich wszystkich przebudzeń. każdego ranka przytomnieję, rozchylam powieki jak tania dziwka nogi w jakiejś ślepej (dosłownie) nadziei na światło. opieram się czerni, bo przysięgałam na tysiące nigdy niewidzianych tęcz, widzieć, widzieć, widzieć. a niczego nie widziałam, niczego nie widziałem, kroku, szerokości stóp, wielkości nosa, biustu, głębokości waginy, tak pustej, że aż krzyczy, w spazmach i odruchach wymiotnych po każdym kieluszku wódki. taka jest moja historia.

usłysz mi

zgrzyt, szmer, trzask, polski onomatopeikon, a pewnego dnia usłyszysz moje wymioty, tuż za ścianą, tuż za rogiem, jak wymiotuję jednostkami czasu w układzie SI i całą tablicą Mendelejewa nieprzespanych nocy.

poczułam się taka oszukana, zdradzona, wypchana jak upolowana świnia, nadziana na korzeń, jak chwast, który musi zostać wyrwany.